Wielkopostna schizofrenia wiary

Miłość

Pozwól, że zadam Ci jedno pytanie, które chodzi za mną od początku Wielkiego Postu. Proszę, żebyś odpowiedział/-a sobie na nie po cichu, ale jeśli chcesz, możesz też podzielić się swoją odpowiedzią w komentarzu. Moje pytanie brzmi następująco: czy ty też nasłuchałeś się przez pół życia, że „to nie gwoździe Cię przybiły, lecz mój grzech”? Czy też od lat czujesz się emocjonalnie zaszczuty wielkopostnym poczuciem winy, sączącym się z wielu kościelnych głośników podczas mszalnych kazań i rozważań Drogi Krzyżowej? Ja tak. I mam już tego dosyć. Mam dość tego schizofrenicznego bożka, o którym słyszę praktycznie od kiedy sięgam pamięcią – boga, który niby kocha i przyjmuje do siebie swoje dzieci, ale zawsze jest rozgniewany, urażony, i poraniony przez każdy mój grzech i lepiej, żebym o tym pamiętał. I koniecznie przestał grzeszyć, zanim do niego przyjdę, bo on przyjmuje do swojego klubu tylko świętych, którzy naprężyli duchowe muskuły i sami pokonali swoje słabości i grzechy. Takich czyściutkich, bialutkich ministrantów z zawsze złożonymi rękami i z przymilnym uśmiechem na pyszczku. Takich, którzy będą mogli zbliżyć się do niego o własnych siłach i pocieszyć go w cierpieniu, spowodowanym przez tę grzeszną resztę.

Mam wrażenie, że taki trujący przekaz sączy się do uszu wiernych z niejednej ambony. Niestety, miałem wątpliwą przyjemność przez kilkanaście lat słyszeć głównie o takim bożku. Od dwóch lat próbuję uwierzyć w Ewangelię, ale myślę, że takie choroby i skrzywienia wiary bardzo trudno się leczy samemu. Niestety lub na szczęście w takiego Boga, którego wyżej opisałem, nie da się wierzyć zbyt długo bez uszczerbku na psychice. Myślę, że to jest powodem, dla którego kościoły się wyludniają – kaznodzieje zamiast głosić żywego Boga, głoszą moralizującą „ewangelię” bożka – straszaka. Jak bardzo trafnie określił to Szymon Hołownia – głoszą „dobrą nowinę o wiecznym potępieniu”.

Na szczęście przedmiot tego kaznodziejskiego zabiegu nie jest prawdziwym Bogiem JESTEM. Na szczęście są miejsca, gdzie można usłyszeć o prawdziwym Bogu. O Jezusie Chrystusie, który nie przyszedł po to, by cierpieć „przeze mnie”, lecz po to, aby mnie do siebie przyciągnąć i przyprowadzić. Aby pokazać i dać każdemu z ludzi taką miłość, która po ludzku jest niesamowicie trudna do wyobrażenia. Miłość, która nie zostawia miejsca na obojętność, gdy się o niej usłyszy i się jej doświadczy.

Przekaz, który każdy z nas powinien usłyszeć w Poście brzmi inaczej – Chrystus nie przyszedł na świat po to, by przez nas cierpieć, lecz żeby zrealizować do końca swoją miłość. Miłość do każdego z nas, którzy nie jesteśmy w stanie się do Niego zbliżyć. Którzy wciąż słyszymy i głęboko już w to uwierzyliśmy, że jesteśmy „nie tacy” – grzeszni, słabi, niegodni, pozbawieni łaski, opuszczeni przez Ojca.

To misterne kłamstwo, które ginie, gdy szczerze patrzymy na wiszącą na krzyżu Miłość.

5 myśli w temacie “Wielkopostna schizofrenia wiary

  1. Marta

    Ja aż tak mocno tego nie doświadczyłam. Jasne, zdarzało się usłyszeć takie słowa, ale powiedziałabym, że w odpowiednich momentach. Potrzebny mi był plaskacz z poczucia winy, żeby sIę obudzić i zacząć naprawiać to, co sknociłam. I raczej było to w formie „Jezus cierpiał” nie „przeze mnie”, a „dla mnie”. A przeważnie słyszę o Chrystusie jako nieskończonej miłości i to jest piękne 🙂

    Odpowiedz
    1. Michał Stocki Autor wpisu

      Ok, „Jezus cierpiał dla mnie” jest w 100% prawdą i jest bardzo dobrym przesłaniem. I oczywiście, ono też się pojawia, być może jest nawet dominujące – nie mówię, że nie 🙂

      To na co chciałem zwrócić uwagę tym wpisem to fakt, że religijne straszenie jest dużo bardziej nośne i może prowadzić do bardzo wielu komplikacji i wieloletniego duchowego cierpienia – tak było u mnie.

      Dzięki za Twój głos w temacie 🙂

      Odpowiedz
  2. Ukasz

    Jakże dobrze, że autor wie lepiej od Kościoła co powinno się mówić z ambony. „Trujący przekaz”, „emocjonalnie zaszczuty”. Toż to śmieszne. Nie przeczę, że wygodnie jest słuchać o miłym Panu Bogu, dobrym dziadku głaszczącym swoje dzieci. A o grzechu? No nie, o tym to nie mówmy, bo to przykre. Bo to „szkoda na psychice”. A może zlikwidujmy Wielki Post, żeby ulżyć psychice. Parodia. Widzę, że duch świata już całkiem osłabił wolę. To ma być katolicyzm? Autor nie ma ZIELONEGO pojęcia czym jest chrześcijaństwo. Letni katolicyzm… Pan mówi: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” Ap 3,15-16. Uszczerbek na psychice.. Proszę się nie kompromitować, tylko zacząć czytać literaturę mistyczną, może to pomoże rozjaśnić o co w tym wszystkich chodzi.

    I jeszcze ten Hołownia – autorytet który pracuje dla TVN i nabija kasę tym którzy nadają te wszystkie puszczalskie programy w ciągu dnia, Szpitale, Ukryte Prawdy i Rozmowy w Toku, gorsząc najmłodszych. A później glupio pytają skąd te dopalacze i alkoholizm. Radzę zacząć myśleć.

    Odpowiedz
    1. Michał Stocki Autor wpisu

      Jak dobrze, że czytelnik lepiej wie od autora, o czym autor ma pojęcie i co czyta, a czego nie czyta. Panu radzę oddzielać człowieka od opinii i opinii od prawdy – to ułatwia zrozumienie.

      Ad meritum – grzech jest obecny w życiu każdego z nas i z samym faktem jego obecności za wiele nie możemy zrobić. Tego nikt nie neguje. To zaś, na co chciałbym zwrócić uwagę, to sposób mówienia o rzeczywistym i niszczącym skutku grzechu – grzech rani i zabija nas, a nie Boga. Osoby, które najbardziej odczuwają skutki naszego grzechu, to my, nasi bliscy i Kościół.

      Dobra Nowina, którą bardzo bym chciał usłyszeć w Kościele nie polega na utwierdzaniu w myśleniu, że wszystko „jest spoko”. Nie jest spoko, jesteśmy na wojnie. Jednak to, czego najbardziej potrzebujemy słyszeć, to prawda o Zmartwychwstaniu, o tym że wojna jest już wygrana i że możemy mieć udział w tym zwycięstwie.

      I tego udziału obydwu nam życzę 🙂

      Odpowiedz
  3. Piotrek

    Tu nie chodzi o to, że gdy śpiewamy „To nie gwoździe Cię przybiły…”, mamy odczuwać strach. Ważna jest właściwa interpretacja tekstu. To pieśń pokutna, która ma wzbudzić w nas skruchę za popełnione grzechy, skruche, nie przerażenie. To oczywiste, że jak ktoś każdą spowiedź, każdą tego typu pieśń albo modlitwe sprowadza do skrajnych emocji, to w końcu jego duchowość może ulec wypaczeniu, więc nie wiedzę nic złego w tej tradycji

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *